"...zdecydowana ochrona pracowników - tak, ale zapewniająca realną ocenę faktów i możliwości poszczególnych krajów członkowskich!"

Moja wypowiedź na posiedzeniu Komisji Zatrudnienia i Spraw Socjalnych (EMPL) w sprawie Dyrektywy PE i Rady w kwestii ochrony pracowników przed zagrożeniem dotyczącym narażenia na działanie czynników rakotwórczych lub mutagenów podczas pracy.

Można, a nawet trzeba, spierać się w kwestii dyrektywy o pracownikach delegowanych, polityce migracyjnej czy też o zasadzie unijnej płacy minimalnej, ale w kwestii ochrony pracowników przed zachorowaniem na raka z przyczyn narażenia na działanie czynników rakotwórczych lub mutagenów podczas pracy musimy mówić jednym i zdecydowanym głosem. To nasz święty obowiązek, wręcz imperatyw moralny! Tym bardziej w sytuacji, gdy dowiadujemy się od naszych przedmówców - ekspertów, że skala problemu jest dramatyczna, albowiem chodzi o zgony ponad 100 tys. osób rocznie w całej UE, które umierają z powodu raka z przyczyn narażenia na karcynogeny i mutageny w pracy!

Z drugiej strony, gdy słyszę od jednego z ekspertów, iż wyliczane są koszty zysku i strat, to - moim zdaniem - jest to zupełnie nieporozumienie, jest to wręcz karygodne. Co może być cenniejszego od zdrowia i życia pracownika, od kapitału ludzkiego?! Produkcja? Rozwój przedsiębiorstwa? Dobrobyt pracodawcy? Ci ostatni muszą identyfikować i oceniać ryzyko narażenia pracowników na działanie określonych czynników rakotwórczych (i mutagenów) i muszą zapobiegać takiemu narażeniu w przypadku wystąpienia wspomnianego ryzyka.

Musimy też ciągle pamiętać, że rak najbardziej boi się... profilaktyki. I edukacji! W tym przypadku, edukacji kadr pracodawców!

Zatem, owa Dyrektywa 2004/37/WE, która poza wprowadzeniem kompleksowej ochrony pracowników, ustanawia też w tym celu minimalne wymogi, w tym wartości dopuszczalne, na podstawie dostępnych danych naukowych i technicznych. Komisja dąży do realizacji celu strategicznego polegającego na zapewnieniu bezpiecznego i zdrowego środowiska pracy dla ponad 217 mln pracowników w UE!

Jednakże, z całą stanowczością podkreślam ew. problem dostosowań minimalnych norm do realnych warunków potencjału gospodarczego, przedsiębiorczości oraz poziomu modernizacji i innowacji w poszczególnych krajach członkowskich, w tym państw Europy Środkowo-Wschodniej. Nie można wprowadzać wygórowanych i super restrykcyjnych wymogów, nie uwzględniając realiów poszczególnych państw członkowskich UE.

Bo jeśli słyszę od naszych przedmówców - ekspertów, że najbardziej narażoną grupa zawodową jest personel sprzątający w hotelach oraz stolarze w swojej działalności gospodarczej, z uwagi na narażenie rakotwórcze lub mutagenów kurzu i pyłu, w tym - drewnianego, to mam przed oczami przedsiębiorstwa w niektórych krajach UE, w których owe zagrożenia wydają się być... śmiesznymi!

Konkludując, zdecydowana ochrona pracowników - tak, ale zapewniająca realną ocenę faktów i możliwości poszczególnych krajów członkowskich!

P.S. Nawiązując do owej unijnej dyrektywy, proponuję (nawet - pobieżnie) spojrzeć na polskie przepisy w tym zakresie. Czy są one powszechnie znane i przestrzegane!? „Obwieszczenie Ministra Zdrowia z dnia 11 lipca 2016 r. w sprawie ogłoszenia jednolitego tekstu rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie substancji chemicznych, ich mieszanin, czynników lub procesów technologicznych o działaniu rakotwórczym lub mutagennym w środowisku pracy”.