Pływające "fabryki śmierci" na Bałtyku i fatalne umiejscowienie firm wiatrowych

Na posiedzeniu Komisji Rybołówstwa w sprawie zrównoważonego zarządzania zewnętrznymi flotami rybackimi (pierwsze czytanie) poruszyłem ważny aspekt szkodliwych połowów przemysłowych na Morzu Bałtyckim oraz kwestię lokalizacji farm wiatrowych lokowanych bez uzgodnień z organizacjami rybackimi, w miejscach najlepszych łowisk i namnażania narybku dorsza.

Oto moja wypowiedź:

Wszyscy jesteśmy zgodni, że Wspólna Polityka Rybołówstwa (WPRyb) ma zagwarantować działalność połowową - zrównoważoną pod względem ekologicznym, gospodarczym i społecznym, a zarządzanie nią ma być spójne i sprawiedliwe. Ponadto, ma zapewnić maksymalny, podtrzymywalny połów oraz zadbać o bezpieczeństwo dostaw żywności. Skoro tak, to dlaczego nie było i - wydaje się - nadal nie ma takiej polityki na Morzu Bałtyckim w kwestiach połowów przemysłowych, tzw. paszowych. Przez wielu duże jednostki tego typu określane są jako pływające fabryki śmierci wszelkich zasobów żywych Bałtyku. Ten fakt, m. in. przyczynił się do dramatycznej kondycji i wysoce uszczuplonych zasobów dorsza bałtyckiego. Mówią o Bałtyku, albowiem jest to stosunkowo płytkie morze, gdzie średnia głębokość to ok. 50 m.
Drugą kwestią, jest także brak reakcji PE i KE w aspekcie lokalizowania farm wiatrowych w Polsce na Bałtyku, bez konsultacji społecznych, a więc - bez konsultacji organizacji rybackich i producentów ryb i stawianie ich akurat w takich miejscach, w których są najlepsze łowiska i gdzie odbywa się namnażanie narybku dorsza”.