"Equal pay for equal work in the same place" – to utopia!

"Equal pay for equal work in the same place" – to utopia!

Dzisiejsza konferencja na temat rewizji Dyrektywy 96/71/WE o delegowaniu pracowników (Conference on Posting of Workers)

Istota spotkania bardzo ważna, a finalnie - wyszło jak zawszeI "Equal pay for equal work in the same place" (taka sama płaca za taką samą pracę w tym samym miejscu) - to chwytliwe hasło, a w rzeczywistości to utopia (a w odniesieniu do delegowania pracowników transportu miedzynarodowego to katastrofa). Tak naprawdę - chodzi o jawny protekcjonizm silniejszych. A poza tym jest to naruszanie zasady subsydiarności - podstawy w funkcjonowaniu UE!

PS: Szerzej omawiałem te kwestie na FB w dniach 13 października i 28 maja 2016 r.

Z dnia 13 październia 2016 r.:

“Jeśli jedna osoba mówi Ci, że jesteś pijany - możesz to zignorować. Jeśli mówią Ci to dwie osoby, zacznij się niepokoić. Jeśli powiedzą Ci to trzy osoby, to idź do domu i połóż się do łóżka”!

- to znane powiedzenie zadedykowałem KE na wczorajszej burzliwej dyskusji w Komisji EMPL w kwestii totalnego zignorowania przez KE sprzeciwu 11 państw (w tym - Polski) wobec tzw. dyrektywy delegowania pracowników w ramach świadczenia usług.

Oto moja wypowiedź: „Być może, mój głos będzie bardziej polemiczny! Jak pamiętamy, w lipcu tego roku, KE podtrzymała bez zmian (!) swój projekt dyrektywy dotyczącej delegowania pracowników - w odpowiedzi na protest 11 państw (!) (w tym: Polski, Węgier, Chorwacji, Dani, Litwy, i in.), które zakwestionowały zasadę subsydiarności (pomocniczości).

W tym miejscu, dla pogłębionej refleksji KE zadedykuję jej znane powiedzenie: “Jeśli jedna osoba mówi Ci, że jesteś pijany - możesz to zignorować. Jeśli mówią Ci to dwie osoby, zacznij się niepokoić. Jeśli powiedzą Ci to trzy osoby, to idź do domu i połóż się do łóżka”!

Tak więc, 11 państw oznajmiły KE, że jest naruszona zasada pomocniczości, a KE, zamiast głębokiej refleksji i zmiany decyzji bądź zaproponowania alternatywnego rozwiązania bądź wypracowania kompromisu na zasadzie partnerskiego dialogu - po prostu zignorowała te wszystkie państwa. Tak nie wolno! To niedobrze! To nie buduje klimatu wspólnoty europejskiej, równości, solidarności i polityki spójności! To dzielenie Europy i budowanie Europy antywartości!

Przecież Traktat z Maastricht, a potem Traktat z Amsterdamu wyraźnie ustanowił, że zasada pomocniczości jest ważna i muszą ją przestrzegać zarówno PE i Rada UE, a także KE.

Uderzyliście w państwa mniej bogate, w państwa Europy Środkowo-Wschodniej, chcecie zniszczyć ich przedsiębiorczość i wprowadzić chaos w firmach delegujących pracowników. W tej materii nie wolno eksperymentować!

Zatem, KE naruszyła ważną zasadę pomocniczości, a w zamian wprowadza i promuje utajony, a nawet jawny protekcjonizm, czyli Europę, której zwycięża prawo silniejszego”!

Z dnia 28 maja 2016r.:

Ad2/ Uderzenie w polską flotę transportową (TIR-ów). Niemieckie (i aktualnie – francuskie) przepisy dotyczące płacy minimalnej i delegowania pracowników (dotyczy to zarówno tranzytu jak i kabotażu).
Aktualnie, jesteśmy największą flotą transportową (TIR-ów) w Europie, posiadamy ok. 150 tys. ciężarówek! Toteż, nie muszą dziwić działania takich państw jak Niemcy, czy Francja, które starają się utrudnić, a czasami uniemożliwić swobodne przemieszczanie polskich TIR-ów. Otóż, Niemcy od pierwszego stycznia 2015 r. wprowadzili nową ustawę o płacy minimalnej, zgodnie z którą pracownik musi otrzymywać minimum 8,5 euro brutto za godzinę. Za złamanie przepisów o płacy minimalnej pracodawcy grożą kary – do 500 tys. euro. Do tego dochodzi szereg obowiązków formalnych. Za niespełnienie wymagań formalnych grozi także kara do 30 tys. euro.
Dotyczy to przejazdu przez Niemcy zarówno tranzytem, jak i przewozu kabotażowego (samochód zarejestrowany jest w Polsce, ale transport odbywa się wyłącznie na terytorium Niemiec).

Z kolei, Francja w dn. 9 kwietnia 2016 roku opublikowała wyczekiwany przez własną branżę transportową zmianę Kodeksu Transportowego dla przedsiębiorstw transportowych delegujących pracowników ruchu drogowego (lub lotniczego) na terytorium kraju.
Komentarzem niech będzie opinia związkowca z International Road Transport Union w Genewie – „To nic innego jak neoprotekcjonistyczna próba ochrony niemieckiego rynku. Te wymagania są dyskryminujące i naruszają unijną zasadę swobody przepływu towarów i usług”.

W kwestii unijnych przepisów o pracownikach delegowanych dość dokładnie informowałem na moim fb już w marcu. Przypomnę tylko, że tylko z pozoru i dla niezorientowanych wygląda to atrakcyjnie. W rzeczywistości, unijna formuła „equal pay for equal work (in the same place)", czyli "równa płaca za taką samą płacę w tym samym miejscu" jest niczym innym jak ukrytą formą protekcjonizmu bogatych krajów UE! Albowiem, polski pracownik delegowany przez firmę, pracujący w którymś z państw UE (np. w Belgii), miałby zarabiać tyle samo, co pracownik lokalny wykonujący taką samą pracę, czyli rodowity Belg! Tylko tyle, że wynagrodzenie (zresztą powiększone o ok. 30% o dodatkowe koszty) wypłaci polska firma. Zatem, nie dość, że będzie dyskryminacja pracowników w obrębie tej samej firmy, to żadna polska firma nie udźwignie takiego obciążenia płacowego i w efekcie zrezygnuje z delegowania. Dla polskich małych i średnich firm będzie to katastrofą! A w krajach UE ok. 1,3 mln osób to pracownicy delegowani. Najwięcej pochodzi z Polski (od 250 do nawet 400 tys.)!

Przypomnę też, że w tej sprawie parlamenty narodowe wielu państw (w tym – Polska i Dania) uruchomiły "procedurę żółtej kartki" sprzeciwiając się unijnym przepisom o pracownikach delegowanych!